Do10

ŁOTR - Władca obrączek
opowiadanie interaktywne, dopisz swój kawałek

Drużyna Obrączki: strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Dwa Gońce: strony 1 (ostatnia strona)


W tym czasie Fredzio i jego wierny compadre zmierzali w stronę najbliższej knajpy, gdyż zaczeli niepokojąco trzeźwieć(cokolwiek by to miało znaczyć). Nagle, na naszych herosów skoczył plugawy Smarkol, zniewieściały sługa Obrączki, zwany także Menelem Obrączki.
Fredzio myśląc (poniekąd słusznie), że ma do czynienia że zbokiem, poszczuł delikwenta paralizatorem. Oszołomiony Smarkol został szybko związany przez Filla. Gdy tylko doszedł do siebie (Smarkol, nie Fill) zaczął drzeć się i zawodzić.
- Nieeeee! Puść mnie ssskarrrbiieeee!!!
- Niedość,że menel, to jeszcze pedał! - krzyknął Fredzio.
- Nie martw się, ja już z nim pogadam - rzezkł Fill i odciągnął Smarkola na stronę, po czym szepnął mu na ucho:
- To mój chłopak, rozumiemy się?

dopisał: mr.moustache

Po chwili Smarkola uleczyl z krwqawienia wewnętrzego Tolkien. Poza tym zaszył mu brzuch. Przypiał proteze oraz uleczył psychiczne. Smarkol zawył z bólu.
- Brzydki,niechlujny,gruby hobbit - po czym zastanowił się. Tolkien?
- Tak - odpowiedział Tolkien.
- Dlaczego ty , a nie Peter Jackson?
- Ponieważ mamy rok 1999 i jeszce nie powstał flim o mojej Trylogi - zakrzyknąl Tolkien.

dopisał: Giligiligon

Fill i Fredzio spojrzeli na siebie znacząco.
- Jest kompletnie szurnięty ten Smarkol - mruknął Fill. - Gada do siebie.
- Kto gada do ssssiebie? - warknął wojowniczo Smarkol.
- Niby ja? Uwierzysz, Smarkol o co nas oskarżają? - skrzywił się Tolkien.
- Właśnie o tym mówię - westchnął kobold.
Fredzio uspokoił Filla przyjacielskim kopniakiem, po którym przyjaciel zwalił się na ziemię nieprzytomny.
- Dobra, Smarkolu, teraz wyjaśnimy sobie parę rzeczy.
- On mówi do mnie? - zdziwił się Tolkien.
- Tak, do ciebie - nasrożył się Fredzio.

dopisał: Magnes

- Dobra, nie wiem o co wam lata, ale fabuła stoi w miejscu, jak tak dalej pójdzie to w życiu się moja powieść nie skończy! - powiedział Tolkien. - Zmiatać tam o, za te góry - wskazał kierunek nieprzytomnym Fillem. - I zniszczyć obrączkę! - po czym zniknął. Po chwili dał się usłyszeć odgłos spadającego Filla.
-Dobra, tylko po jaką cholerę? - spytał Fredzio Smarkola.
- Nie wiem, może w nagrodę da nam flassssszkę?
- No, skoro tak stawiasz sprawę… Jak będziesz go taszczyć, to podzielimy się z tobą. - obiecał Fredzio pokazując palcem Filla.
- Dla ssssskarbu wssssszysssstko - mruknął Smarkol po czym ruszyli w drogę.
Nie zaszli daleko, a zostali złapani przez bandę meneli.
- Szo tu robycze, mówcze natychmiażd kim jezdeździe z rozgazu… tego, jak mu tam było - największy z drabów podrapał bejzbolem po łysym łbie - Bimbermira!
- Jesteśmy pielgrzymami i szukamy Świętego Kielicha - skłamał Fill, który już się ocknął, ale dotychczas udawał, bo nie chciało mu się wstawać.
- Taaa? A co jest w tym kielichu? - spytał inny, niski i w okularach.
- Jak to co debile, setka!
- Ja ci dam debile, oszusty! - warknął przywódca, który dotąd chował się za drzewem. - Jestem Bimbramir, ten przypał nie potrafi zapamiętać mojego imienia. Śledziliśmy was, wiemy że kłamiecie!
- Dobra, dobra, Tolkien kazał nam zniszczyć tą obrączkę przybyliśmy tu z naszą ekipą, to znaczy z Argonem, Fillem tym, o tu Billem Lego 'Klocki' Las, takim jednym skrzatem Woromirem - wyliczał przerażony Fredzio, jednak przerwał mu Bimbramir.
- Powiedziałeś: Woromir!? - wrzasnął, ale w tym momencie las stratowało stado hipopotamów nadciągających z południa.

dopisał: aranel_veneanar

- Argh! atakójom! - zakrzyknął Bimbramir
- Mówi się 'atakują' - dopowiedział Fredzio
- Wiem, to z emocji.
Jednak nadciągnęły nie tylko hipopotamy. Na swoim Skrzydlatym Wypasionym Jeżozwierzu leciał Wrzaskul i trochę się wiercił… Ale nie ma się co dziwić, jak się zapomina o siodle siadając na Skrzydlatego Wypasionego Jeżozwierza.
- O kurcze! - zakrzyknął wystraszony Fredzio.
- Ssssspier…wszym lipca znowu tu zawitamy - powiedział Smarkol do walczacych żuli, wziął część kurdupli na plecy, część pod pachę i nawiał.
- Gdzie lecimy? - spytał go Fredzio.
- Uciekamy do kanałów, a sssstamtąd uciekniemy hipopotamom i wrzaskulowi… Fredzio?
Ale było za późno. Kobold wyciągał rekę z pierścionkiem do Skrzydlatego Wypasionego Jeżozwierza - wrzaskul chcial pochwycić ten jakże cenny element biżuterii, ale kolce w pewnej części ciała nie pozwalały mu się zbytnio wychylac. Za to pozwoliły mu coś wyjąć spod pazuchy…
- …Flaszka… - wysapał spragiony Fredzio, jedną ręką sięgając po ten cudowny trunek, a drugą z pierścionkiem wyciągając do Skrzydlatego Wypasionego Jeżozwierza.
- Iiiiiiii, dasz obrączkę, dostaniesz flaszkę! - wypiszczał Wrzaskul.
- Spoko, i tak mi ona niepotrzebna - odpowiedział Fredzio i juz miał mu dać pierścień, aż nagle…
- DAWAJ FLACHĘ!!! - zakrzyknął Smarkol i w pijackim szale rzucił się na Wrzaskula. ku ogólnemu zdziwieniu dobrze obliczył trajektorię lotu i strącając go ze Skrzydlatego Wypasionego Jeżozwierza spadł z nim… Na trawę znajdującą sie pół metra pod nimi. Szkoda, że obaj upadli na głowy i chyba stracili przytomność.
- Idioci… - mruknął Skrzydlaty Wypasiony Jeżozwierz, wylądował na ziemi i zaczął podśpiewywać pod nosem "Bajlando, bajlando…"

dopisał: Waltos

Po przejściu hipopotamów Bimbramir opowiedział krótką historie o Czerwonym Kapturku (znanym pod nazwą Woromir), który zabijał biedne wilki dla pysznych płatków Cookie Crisp!
Fredzio po pięciu godzinach zrozumiał i popatrzył na Bimbermira jak na zdechłego karalucha:
- To nieprawda! Woromir to dobry chłop - krzyczał, opluwając wszystkich wokół. - Od małego bawiliśmy się w berka!
Po czym rzucił się na bandę meneli z M41 w recę.

dopisał: Khamul

Fill złapał Smarola za kark i rzucił się z nim w krzaki. Nad nimi rozpętała się krwawa wojna. Menele wyciągnęły swoje shotguny (skąd je mieli?) i zaczęli strzelać do Fredzia… Po pewnym czasie Fredzio też upadł na ziemię, a menele w większej części pozabijali się nawzajem… Kurz zaczął osiadać na trupach. Fill podszedł do Fredzia i obrócił go na plecy…
- On nie żyjeee! - zaczął lamentować Fill i płacząc położył się na nim (nie do końca wiadomo dlaczego).
- Spadaj baranie! - Fredzio zrzucił z siebie kobalda.

dopisała: Tinuviel

Akcja sie do tego stopnia zagęściła, ze można było zrobić z niej budyń, a brodzący w niej czuli się, jakby pływali w gów… Ech, nieważne.
- Ja chcę flachę! - zakrzyknął Smarkol głębokim sopranem
- Przecież ją debilu rozbiłeś o łeb Wrzaskula, jak spadliście! teraz ten cioł leży odurzony a my nic nie mamy! - Fill musiał na kimś wyładować cały stres, jaki się w nim gromadził i zaczął bić Smarkola kapciem po głowie. Na szczęście w porę do akcji wkroczył Fredzio, który zgrabnym ruchem jednej reki wyrwał Fillowi laćka zagłady, a drugą ręką zgarnął ich do kanału (tak, całą bandę jedną rączką, mającą ok. 40 cm długości - nie pytajcie, jak to zrobił). Jak już znaleźli sie w kanale, poczuli cudowny zapach ekstrementów i gnijących gruszek.
- Jak w domu… - rozmarzył sie jeden z koboldów.
- Którędy idziemy? - spytał się Fredzio Smarkola.
- pi piripi piiiip pipipi piuuuu pipipi piii piiiiiuuu - odpowiedział Smarkol, po czym skulił sie tak, jakby chciał wyglądać, jak śmietnik na kółkach, a jego jedno oko (to bliżej środka głowy) zaczęło błyskać na czerwono.
- Widzisz chamie, przez twojego kapcia poprzestawiało mu się we łbie! Jak nas teraz zaprowadzi do wyjścia? - Fredzio zaczął wrzeszczeć na Filla.
- Hmmm… a masz ręcznik?
- Nie, a po co mi teraz ręcznik?
- Nie wiem, ale kiedyś słyszałem, że to najważniejsze wyposażenie podróżnika…
- pipip pii priiiii pipi ri piuum pipi uuuu piii - powidział Smarkol.
- Co? - spytał się go Fredzio.
Lecz ten zamiast odpowiedzieć, zaczął jeździć po ziemi, przez co zaprzeczał obowiązującym w całej krainie zasadom fizyki, dynamiki, motoryki, elektrostatyki, moniki etc., a potem obrał jeden z korytarzy. Koboldy pospieszyły za nim i zaczęła się ich długa wędrówka przez otchłanie ciemności i smrodu, rwące nurty Lepiej Nie Wiedzieć Czego, ogrooomne przepaści, do których czeluści spływały z hukiem wódospady (przebyli je po mostach, które sami utkali z kóz z nosa) i inne cuda, których nikt się nie spodziewał w kanałach. W końcu dotarli do dziwnego miejsca, które wyglądało, jak czyjeś mieszkanie, a tam, w jednym z pokoi ujrzeli dziwne stwory trochę przypominające orki, zjadające żółte koła i wesoło gadające ze sobą. Niestety koboldy nie zachowały podstawowych zasad BHP i szybko, rozbijając 4 wazony i łamiąc stolik ujawnili swoją obecność. Jeden ze stworów szybko odkrył niespodziewanych gości, którzy próbowali się ukryć w kiblu, po czym powiedział do nich:
- Siema! Witajcie w kryjówce Żółfii Nindża!

dopisał: Waltos

- Aaaaaaaaa - krzyknęli zgodnie Fill, Fredzio i Smarkol i zaczęli uciekać na południe.
- AAAaaaaaaaaaa - krzyknęły Żółfie i zaczęły uciekać także na południe.
Wkrótce, mimo że poruszali się z jednakową prędkością w tym samym kierunku, zgodnie z II Prawem Opowieści (znanym także jako Zaginanie Czasoprzestrzeni) oddalili się od siebie na sporą odległość.

dopisał: Magnes

Tymczasem u reszty Drużyny…
Argon siedział przed jakąś wielką chatą pomalowaną na złoto, ćmiąc fajkę i usiłując przypomnieć sobie co się właściwie stało po tym, jak urządzili przyjęcie na cześć Fladnaga, który wylazł spod mostu i się umył (okazało się ze jego ciuchy są w rzeczywistości różowe i emanują poświatą o zapachu truskawek).
Nagle usłyszał przerażający, mrożący krew w żyłach i mocz w pęcherzu wrzask:
- AaaaAAaargonkuuu!!! Gdzie jesteś złotko? Zrobiłam ci pyszna zupkę!!! No chooodź do swojej Krowynki!!!
- O nie… -jęknął, gdy z wrażenia wbił sobie fajkę do nosa. Usiłował ją wyciągnąć, ale zamarzły mu również gluty w nosie, uniemożliwiając ucieczkę.
- Tuuuuu jesteś!!! - padł na niego cień, słońce przygasło na niebie i zawiał zimny wiatr…
Przypomniał sobie Krowynę powalającą armię Orek i Obrońców Przyrody Zacofantch Krain swym czosnkowym oddechem…
Nim sie zorientował wyrosła przed nim wielka blondyna (wcale nie farbowana) i wcisnęła mu do ręki miskę z czymś, co przypominało jego zamarznięte gluty.
-Świetnie, kwiatuszku, a teraz to to żryj! - uśmiechnęła się, ukazując swą o kilka numerów za dużą sztuczną szczękę, której nawet robaki się lękały, bardziej niż zła z najmroczniejszych kątów publicznych toalet w dolinie WRYJTENLEJ…
- No to jesteśmy w pupie… - jęknął Argon, przypominając sobie, ze po pijaku zaręczył sie z maszkarą - To mnie Ladia zabije…

dopisał: Gumiocek


Nowy fragment możesz dodać na ostatniej stronie opowiadania.

Drużyna Obrączki: strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Dwa Gońce: strony 1 (ostatnia strona)

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Noncommercial-No Derivative Works 2.5 License.