Do5

ŁOTR - Władca obrączek
opowiadanie interaktywne, dopisz swój kawałek

Drużyna Obrączki: strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Dwa Gońce: strony 1 (ostatnia strona)


Drużyna Obrączki, strona 5

Wrzaskule trzeźwiały powoli, ale skutecznie. Wiadomo, że nie ma osoby bardziej odpornej na alkohol niż Opójstwo. Właśnie polewało towarzyszy wodą, co mocno zdenerwowało Suszę.
- Uff… skręca mnie żołądek - zauważył Głód.
- Nic nowego - zauważyła Susza wyżymając kaptur.
- Panocki! Panocki! - usłyszeli nagle. Jakiś staruszek z tabliczką wymachiwał rękami w ich stronę.
- Oho! - zakrzyknął Tortury. - Chłopcze - zwrócił się do starca. - Powiedz po dobroci, zanim wyrwę ci palce, nie widziałeś czterech koboldów i człeka?
- Ano, ja widział. Dali daninę i poszli w stronę krzaków. Dajcie też grosza, naprotezę zbieram - pokazał drewnianą nogę, która trochę się obsunęła w wyniku czego starzec wyglądał jakby miał trzy.
- Ile wam dali? - zaciekawiła się Chciwość.
- A, guzik, pani.
- To my wam też guzik damy - zawyrokował Biznes, brat Chciwości, najmłodszy z całej ósemki.

dopisał: Magnes

Minęło dwadzieścia minut, może pół godziny od spotkania ze staruszkiem bez nogi. Koboldy z towarzyszem przedzierały się przez gąszcza, zarośla i krzaki, kiedy wreszcie dotarli do polany a oczom ich ukazaly sie… wilki. Było ich może ze dwazdieścia, rozsiane po całym terenie, z pysków spływała krew (warto dodać, iż była to ich własna krew, a wilki leżały zmasakrowane bez życia).
Pierwszy odezwał się Argon.
- N..nie..samowite, co tu się wydarzyło ??
- Może jakaś wojna gangów, przecież powszechnie wiadomo, że wilk wilkowi wilkiem stoi - z przekonaniem wyszeptał Fredzio.
- Nie sądzę, wilk wilkowi oka nie wykole, a te tutaj nie mają oczu - zauważył Sery.
Nastąpiła chwila ciszy, pełna wysiłku umysłowego.
- To chyba nie jest droga do Zefirkowej Dolinki - przerwał ciszę Argon. - Bywałem już tam parę razy i nie przypominam sobie tej polany.
Pryk, który od dłuższej chwili stał w milczeniu, zrobił minę mówiącą, iż nie podoba mu się to miejsce i dłużej tu nie zostanie po czym dodał.
- Nie podoba mi się to miejsce, dłużej tu nie zostanę.
Wszyscy w milczeniu pokiwali głowami i czym prędzej skierowali sie na zachodnią ścieżkę wychodzącą z polany, omijając z daleka martwe wilki. Nie wiedzieli, że z lasu po przeciwnej stronie obserwuje ich stworzenie odpowiedzialne za masakrę. Wiedzieli natomiast, iż scigają ich nieznani jeźdźcy i muszą jak najszybciej dotrzeć do dolinki.

dopisał: Karczmarz

Po kilku krokach ścieżka skończyła się, a przed nimi rozwarł się widok na Wichrowy Czubek.
- Mówiłem, zmyliliśmy drogę - mruknął Argon.

dopisał: Magnes

- Ale masakra…! - usłyszał sapanie Fredzio.
- Ale masz skapę… - burknął do domniemanego Sery, który stał koło niego. - Mijaliśmy wilki dobre parę minut temu…
- Ale masakra…!
- Zamknij twarz, bo właśnie myślę dokąd pójdziemy. - Istotnie Fredzio myślał i było to widoczne, ponieważ z jego uszu unosił się dym.
Nagle zamyślony kobold spostrzegł dziwne spojrzenia Argona i Sery, którzy stali przed nim.
- Ale masakra…! - usłyszał ponownie.
Kolana zaczęły się pod nim uginać, czy to znaczy że… że… Sery ma brata bliźniaka… Masakra - pomyślał z przerażeniem.

dopisała: merlow

Potem szli i szli i szli. Dalej szli, potem chodzili, poruszali się piechotą i używali nóg w wiadomym celu. I kiedy tak se machali nogami, Fredzia naszła myśl.
- Naszła mnie myśl. - powiedział.
- A jakaż to mój przyjacielu? - zapytał zaciekawiony Argon.
- Co jakaż? - odpowiedział Fredzio.
- No mówiłeś, że cię jakaś myśl naszła. - odpowiedział Argon.
- Naszła? Ja nie wiem, o czym ty do mnie rozmawiasz!
- No ale…
- Weź nie pytaj bez sensu drogi Argonie, bo tylko marnujemy energię na paplanie, dobrze?
- Ech…
I tak szli, szedli, czy tam jak to się pisze, i dreptali sobie w spokoju…

dopisał: Waltos

Aż doszli. I to nie byle gdzie, ale na polanę! I to do tego pełną niezbyt żywych wilków!
- Ja to gdzieś widziałem… - powiedział Argon, drapiąc się po czarnoskórym łbie (jako że była już noc, był niemalże niewidzialny)
- Deżawu? - powiedział Pryk, nie bardzo wiedząc co przez to ma na myśli.
- Coś zmieniają - rzekł konspiracyjnie Fredzio.

Wtedy wszyscy spojżeli na bliźniaczego brata Serego, który od 15 minut był już pełnoprawnym członkiem drużyny (powiedział że on i Sery zostali rozdzieleni rok przed urodzeniem)
- Buahahaha! - wypiszczał ściągając z siebie twarz…
- Bueee! to odrażające! - krzyknęli pozostali.
Przed nimi stał przywódca Wrzaskuli, a w okolicznych krzakach rozległy się podekscytowane piski.
- Mam nadzieję, że tym razem przyprowadziłeś tych, co trzeba!? Te wilki nie były zbyt miłe… - rozległ się pisk z okolicznego drzewa.
- A do tego takie niewychowane! Pozagryzały się o to, który ma nas zjeść, jakby nie mogły się podzielić! - odpiszczał ktoś z dna pobliskiej kałuży.
- Się wie, że tych co trzeba! Innych tu nie było - odpisknął przywódca, po czym spojżał na Fredzia i zapiszczał. - Mamy Cię!

dopisał: MAd Phantom

Wtedy nasi przyjaciele wzięli nogi za pas, ale wtedy ciężko im bylo biegać, więc uciekli na rękach. Wrzaskule już ich doganiały, brali kolejny wiraż, teraz pędzą po prostej, znowu wiraż i… Koboldy z Argonem wypadli z trasy. Dyskwalfikacja, -10 pkt.
- Ja się tak nie bawię! My ich szukamy mnóstwo czasu, a oni ot tak wypadają z trasy i tylko dyskwalfikacja? Znowu ich musimy szukać! - powiedzial jeden z Wrzaskuli.*
- Nie martw się, takie jest życie - pocieszal drugi.*
- Życie, życie jest nowelą… - śpiewał pod nosem trzeci.*
- Zamknij się! Poza tym my NIE ŻYJEMY - powiedzial pierwszy.*
- Ten typ tak ma. - powiedzial czwarty z Wrzaskuli.*
- Dobra idziemy ich szukać - powie…
- Przestań z tym powiedział… idioto! (sami zgadnijcie, kto to powiedział)
- Okej - powiedzial narrator.
- A wracając do sugestii pójścia i poszukania ich… Nie lepiej pojechać na koniach? - powiedział któryśtam.*
- Miałeś przestać z tym powiedział! A wracając do twojego kłeszczyna (co to znaczy?), jechać na koniach?! Po tym, jak nażarły się halucynogennych grzybków? Znowu nas wywiozą na Majorkę!
- To se przynajmniej odpoczniemy. I się trochę opalimy.
- Opalić to ja cię mogę w ogniu.
- Dobra, koniec dyskusji. Idziemy!
I poszli.

  • - nazwijcie je, jak chcecie. ot taka zabawa.

dopisał: Waltos

Tymczasem nasi wspaniali (w swoim mniemaniu) bohatrowie wylądowali na samym dnie Zefirkowej Dolinki (będącym zarazem samym czubkiem Wichrowego Czubka)…
- Dyskwalifikacja? To nie fair - narzekał Fredzio.
- I jeszcze punkty ujemne… cokolwiek to oznacza - dodał Sery, jeszcze bardziej pogrążając ekipę…
- Tak i do tego.. Auć! - Zakrzyknął Argon i aż podskoczył do góry. - Usiadłem na jakimś szkle!
I wtem zorientowali się, że dookoła nich leży pełno potłuczonych butelek i masa papierów wszlakich, a cała trawa jest spalona (na środku ślady że było tu widać niedogaszone ognisko).
- Co tu się stło? - zapytał Pryk.
- Mam przeczucie, że to Fladnag… - rzekł Argon.
- Faldnag? Niee… to niemożliwe, po czym wnosisz? - dopytywała ekipa.
- Po niczym, to tylko takie przeczucie, pewnie się mylę… - odparł Argon, wpatrując się w stojący przed nim głaz z napisem: Fladnag - tu byłem i rozmyślał co to może znaczyć, lecz z filozoficznego nastroju wyrwał go radosny okrzyk Pryka.
- E! Patrzcie! W tej flaszce jeszcze coś zostało!
- Hurrra! Chodźcie rozpalamy ognicho!
- Dobra! Ale będzie imprezka!

  • * *

Tymczasem Wrzaskule zdążyły już w pełni profesjonalnie się zgubić, a co gorsza każdy poszedł w inną stronę. Przywódca, zdesperowany i głodny, już myślał, że nigdy więcej nie zobaczy swej przytulnej komnaty w lochach jednego z zamków w Rodromie, gdy nagle usłyszał jakieś ryki (usiłujące być śpiewami). Ruszył natychmiast w tamtym kierunku i po chwili ujżał ledwo się palące ognisko a dookoła niego jakieś postaci. Podbiegł natychmiast (albo i szybciej), piszcząc przy tym:
- O! Nareszcie kogoś znalazłem. Czy znajdzie się coś do picia panowie, bo za chwilę chyba umrę po raz drugi…
- Jasne, siadaj pan i pij, starczy dla wszystkich - wykrzyczał Fredzio, ku wściekłości innych (trzeźwiejszych, albo raczej mniej pijanych) członków dróżyny.
Wielki Wrzaskul natychmiast usiadł, (tak gwałtownie, że Seremu wypadła potłuczona butelka którą właśnie starał się wylizać) i już miał zacząć pomagać drużynie w imprezowaniu, gdy rozległ się pisk:
- Co ty robisz? I Ty nazywasz się naszym przywódcą!? Toż to wróg!

I w tym momencie wybiegło z pobliskich zarośli czterech Wrzaskuli, którzy zgubili się mniej od pozostałych i co za tym idzie jakoś się już znaleźli i zorganizowali. Argon, którego o tej porze już praktycznie nie było widać, tchniony nagłym przypływem odwagi (lub głupoty) wyciągnął miecz (albo raczej jego rękojeść, bo ostrze przegrał w karty z Kłapuchymi z tego ich miasta na rrRy) i przytknął go do pleców Wielkiego Wrzaskula, krzycząc:
- Stój!
- Ale przecież stoję! - odpiszczał nie na żarty przerażony Przywódca.
- Eee… no fakt… - dumał Argon - to każ im też stanąć! - w końcu wydumał.
- Aaa! To trzeba było tak odrazu - odpiszczał Wrzaskul uradowany. - Chłopaki! Stójcie!
Nie było to zbytnio potrzebne bo Wrzaskule, zbiegając ze zbocza i tak powpadały jeden na drugiego i leżały na ziemi, próbując się jakoś rozplątać (czym tylko jeszcze bardziej się splątywały). W tym momencie i Fredzia naszło na odwagę. Podszedł więc do Wielkiego Wrzaskula i rzekłszy:
- A ja się chciałem z tobą podzielić flaszką! - kopnął go z całej siły w kostkę
Auuuuuuuuuu! - Zapiszczał Przywódca Wrzaskuli, a pisk był tak przeraźliwy, że cała dróżyna momentalnie wytrzeźwiała.
- Aaaaaarg! - Wrzasnął Fredzio łapiąc się za stopę. - złamałem paluszek!
- Auuuuć! - Wrzasnął Argon, który na skutek krzyku Wielkiego Wrzaskula (od tej pory w skrócie: WW) cofnął się o krok, wsadzając tym samym stopę do ogniska.
Zapanowało nie małe zamieszanie. WW korzystając z okazji, czmychnął za swymi towarzyszmi (którzy, widząc co się dzieje, momentalnie się rozplątali i, o nic nie pytając, zniknęli w zaroślach tak szybko, że okoliczne światło aż się zawstydziło), a tymczasem Argon skakał po całej polanie, próbując ugasić stopę, Fredzio wył i zwijał się z bólu, a reszta koboldów próbowała ugasić resztę Argona i siebie nawzajem. Po pół godziny, gdy płomienie wreszcie zniknęły (bo spadł deszcz), nasi bohaterowie wreszcie spojrzeli na lamentującego Fredzia.
- Eee! A ty czemu nie pomagałeś nam w gaszeniu - zapytał rozgniewany Pryk.
- Aj! Aj! Aj! Boli, boliii! Paluszek boli! - wrzeszczał Fredzio w niebogłosy.
- Tu może pomóc tylko Królewskie Ziele (nazwane tak na cześć jego największego hodowcy - Ułana Marycha - Króla Podziemia) - stwierdził Argon, po czym dodał - Sery, leć i przynieś trochę, Pryk niech skołuje jakiś ogień, a ja znajdę bibułki lub papier, ale musimy się spieszyć!

dopisał: MAd Phantom


Nowy fragment możesz dodać na ostatniej stronie opowiadania.

Drużyna Obrączki: strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Dwa Gońce: strony 1 (ostatnia strona)

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Noncommercial-No Derivative Works 2.5 License.