Do8

ŁOTR - Władca obrączek
opowiadanie interaktywne, dopisz swój kawałek

Drużyna Obrączki: strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Dwa Gońce: strony 1 (ostatnia strona)


Po pewnym czasie, kiedy natężenie światła w grocie zdecydowanie wskazywało, że noc zadomowiła się tutaj na dobre (aż wypaliła czarne plamy na ścianach), Fredzio krzyknął:
- Ciemność, widzę ciemność!
- Daj spokój - mruknął Fladnag. - Tutaj tak zawsze. - To mówiąc zapalił swoją laskę. Znaczy się kijek.
Światło rzuciło długe cienie na ściany, odbiły się od nich i opadły na posadzkę poturbowane. Wszyscy patrzyli na Pryka, który właśnie pchał ogromny głaz w stronę studni na środku groty.
Czując skupioną na sobie uwagę, która mogłaby stanowić prototyp lasera bojowego, kobold zatrzymał się.
- No co? - zapytał.
- Chyba nie zamierzasz wrzucić tego głazu do studni? - zdenerwowany Argon zgrzytnął zębami ułamując jedynkę.
- Nie - pokręcił głową Pryk. Oparł się o głaz, by pokazać, jak obojętny mu jest jego dalszy los. Tutaj fizycy mogliby się spierać, czy to co za chwilę nastąpiło było możliwe biorąc pod uwagę tarcie statyczne, jednak kamień nagle osunął się spod ramienia Pryka i zniknął w studni. Kobold zerknął w dół i uśmiechnął się niepewnie do najeżonego Fladnaga.

- Plusk. Plusk. Lusk - dobiegło z dołu.
- Głęboko - stwierdził Sery.
- Ałaaa, ałaaa, łaaa - odpowiedziało echo ze studni.

dopisał: Magnes

- Kurcze, co to było? - zapytał się zdziwiony Argon słysząc dziwne echo ze studni.
- Nieważne, idziemy stąd. - powiedział Fladnag i drużyna ruszyła w dalszą drogę.
Po paru godzinach podróży bohaterowie weszli do gigantycznego pomieszczenia. W ciemnościach niknął jego sufit, a co kawałek stały kolumny w kształcie butelek. Ten niesamowity widok zaparł dech w piersiach bohaterów. Rozmarzony Fredzio powiedział:
- Szkoda, że te butelki nie są pełne…
- Jesteśmy w glównej sali - powiedział Fladnag. - Stąd już tylko kawałek do MPO. Idizemy dalej.
I rak podziwiając krasnoludzką architekturę ekipa ruszyła dalej. Jednak w połowie drogi usłyszeli dziwne hałasy dobiegające z… Sufitu. Ledwo tam spojrzeli, a zobaczyli całe stada degustatorów, którzy niczym pająki schodzili ku nim po kolumnach i jęczeli "Wina, wina". Przerażona drużyna rzuciła się do ucieczki, jednak degustatorów było ciut za dużo. W końcu rozgorzała walka. Jednak po 48 sekundach drużyna leżała pobita, bez "prowiantu" (czyli flaszek), a degustatorzy poleźli w tak zwane pizdu.
- No nic - mruknął Fladnag. - za MPO jest wyjście, a przy nim kolejny monopolowy, tam uzupełnimy zapasy.
Tak więc ferajna jakoś zebrała się do kupy i ruszyła do MPO.

dopisał: Waltos

I ruszyli, lecz nim dobiegli do końca pomieszczenia, przy wejściu ukazał się ON. Był wielki i jachał wódą.
- Och nie, to jest Barróg, Niszczyciel Barów, Wypijacz Alkocholu, Zguba Walima (założyciela Moiry), Wróg Wszystkich Którzy nie Poczęstują Go Alkocholem! - krzykną Flandag.
- Taak? No to łap stary!- zakrzyknął Argon, rzucając Barrógowi cudem zachowaną butelkę.
- Ty ćwoku - wrzasnął skrzat. - Teraz juz sie nie odczepi! Szybko na MPO mi wm długą!
Jednak nie dane im było uciec, gdyż tuż przed tym jak Flandag miał przejść przez most, Barróg ich dogonił. Mag dzielnie starł się z wrogiem, zatrzymując go na moscie krzykiem: Ju shal not pass! (cokolwiek to znaczy). Jednak pijany Barróg sie potknął i zawalił most, powodując upadek zarówno swój jak i Flandaga w bezdenną (czyli mającą jakieś 50cm głębokości) przepaść.
- Cholera, co za debil, przecież umiał latać! - wściekł się Argon.
- Nom, miał skrzydełka - przyznał Fredzio.
- Ale ja mówie o Barrógu. A z resztą bez tego opoja w teamie będzie nam lżej.
- Ale Barróg nie był w naszej drużynie - ktoś zaoponował.
- Ale tym razem mówiłem o Flandagu!
I tak oto nasi bohaterowie przeszli przez Moire.

dopisał: Doomhammer

Tak jak mówił Fladnag, na zewnątrz czekał na bohaterów kolejny monopolowy… Niestety tym razem sklepikarz w nim był żywy. I na domiar złego żądał zapłaty za nowe "zapasy". Nasi bohaterowie byli zrozpaczeni. Niziołki siadły i płakały, Eoromir i Argon zaczęli je pocieszać, Lego "Klocki" Las stanął na jakimś kamieniu i sentymentalnie patrzył tępym wzrokiem na przelatujące krowy. Glut siedział i cośtam gadał do siebie.
W końcu ferajna wzięła się do kupy i z najbardziej zapleśniałych zakamarków kieszeni wygrzebała dorbniaki i uzupełniła zapasy. Już miała ruszyć w drogę, kiedy wszyscy sobie przypomnieli, że tylko Fladnag ją znał.
- Jednak ten kurdupel na coś by się nam przydał - mrunkął Argon. - Nie ma ktoś mapy okolicy?
- Ja wiem, gdzie tera pójdziemy - powiedział Lego "Klocki" Las. - Lothlólólólórięn jest najbliżej.
- A co to jest Lothlólólólórięn? - spytał Glut.
- To taka elifcka wieś. - odpowiedział Lego. - Jest tam taka bieda, że lefy muszą mieszkać na drzewach. A ze rosną tam głównie wierzby płaczące, to elfy są bardzo chude i mają silne ręce. Ale i tak mają guzy na głowach. Niedługo bedzie tam święto herbatnika, o ile zdążymy, to dostaniemy najlepsze herbatniki w całej krainie.
- A będzie tanie elfickie wino? - spytał Fredzio z nadzieją w głosie.
- Oczywiście.
- To ruszamy!
I ruszyli.

dopisał: Waltos

I doszli. Zdążyli akurat na ostatni dzień Święta Herbatnika, więc nażarli się tak, że Glut dostał ostrego rozwolnienia i chwilowo został wydalony z Lothlólólólórięn z powodu zagrożenia biologicznego, natomiast Sery wręcz przeciwnie - dostal tak silnego zatwardzenia że… A nie, to zbyt obrzydliwe. W każdym razie kiedy prawie cała ekipa się pozbierała ("Klocki" spadł z jednego z drzew bez majtek i stracił chwilowo pamięć, z kolei Woromir dostal w głowę jakimś spadającym elfem bez majtek i też stracił chwilowo pamięć i połowę pięniędzy, które poszły na jego hospitalizację [elfy są za darmo hospitalizowane]) to polazła na najwyższe drzewo, gdzie miały na nich czekać jakieś szychy.
- Jak myślisz, mają wódę? Bo mi to elfickie wino już nosem wylatuje - spytał Glut z obandażowanym tyłkiem Argona.
- Nie wiem, ale oni ponoć mają jakiś "pałer", to pewnie nam załatwią. - odpowiedział.
Po chwili gromadka stanęła przed drzwiami do przybytku.

dopisał: Waltos

Przed drzwiami, a raczej ich brakiem. 'Przybytek' wyglądał jak najnędzniejsze budy w mieście na rrRy. Pośrodku podłogi z nieobrobionych pniaków były 2 deski na których siedziały Kłapouche VIPy otaczane przez mase elfickich goryli - Teleporn i Gildora. Koboldy + gnom nie mogły oderwać oczu od tego widoku - chociaż nie mogły na to patrzeć.
- Eee… To jest… Siemanko! - powiedział Argon (Gildora była matką Ladii - stąd jego nieśmiałość).
- Argon, synuś, kope lat! - odparła Gildora i zwyczajem przyszłych elfickich teściowych uderzyła go flaszką.
Argon nieprzytomny padł na pniaki.
- Aaa w-wyy czee*hyp*go siem ga*hyp*picie? *hyp* Niiigdy niee *hyp* widziee*hyp*eeliście *hyp* spotkaaa*hyp*nia koooo*hyp*chajoncej rodziiiny *hyp*? - powiedział zdezorientowanym podrożnikom Teleporn.
Drużyna Obrączki była przerażona.
- Nawiasem mówiąc wezwaliśmy was tu żeby zaprosić was na impre. Przyjdzie całe Lothlólólólórięn. Na razie macie po flaszce. - rzekła chłodno Gildora i rzuciła każdemu po butelce.
- Jaaaa*hyp*staa! - powiedział na zakończenie spotkania Teleporn osuszając jednoczesnie kolejną butelkę.

dopisał: Aranel_Veneanar

Kiedy ekipa wyłaziła z kanciapy elfickich bossów, Fredzio zauważył, że jego flaszka się świeci.
- Co to za cholertwo? - zdziwił się kobold.
- To pewnie tani winiacz spod Czarno-byłu - odpowiedział Argon - rzadkość. Ale lepiej go nie wypijaj, bo ci druga glowa urośnie i będziesz miał jeszcze większy kacowy ból głowy.
Warto zauważyć, że nim ekipa wyszła, Glut potknął się o wyrastającą z podłogi gałąź i wyrwał Gildorze z czerepu ładną kępę włosów. Zapach odstraszał niedźwiedzie w zasięgu 5 km.
- Co bedziemy robić po imprezie? - próbował wznowić rozmowę Sery.
- Chyba trza bedzie poleźć tam no… eee, nie paiętam nawe, jaki był cel naszej wędrówki - mruknąl Argon i solidnie pociągnął z flaszki.
- Mieliśmy cośtam wrzucić do dziury, czy jakoś tak… - podpowiedział Lego "Klocki" Las.
- A ile na to mamy czasu?
- Póki cała ta kraina nie pójdzie w pizdu.
- To jeszcze sporo czasu, chyba że snowu Glut dostanie rozwolnienia. Cud, żeśmy to przeżyli.
W końcu ogłupiała ekipa dogramoliła się do miejsc spoczynku i położyła się spać. Snu nic nie zakłócało, poza okrzykami wydawanymi czasem przez Fredzia przez sen. Można było nawet usłyszeć "Wyjmij ta rekę z moich gaci!".

dopisał: Waltos

Jednak spokój był tylko pozorny. W nocy jakaś postać zbudziła Fredzia i Filla.
- Wstawać patałachy! - krzyknęła Gildora.
-Eee…eee…eee…elokwentna jesteś- zauważył Fill.
- Chodzcie ze mną coś wam pokażę.
Fredzio i Fill zagwizdali jednocześnie aczkolwiek oberwali od Gildory po łbach.
- Mam takie fajne pudełko w chałupie gdzie widać ciekawe rzeczy.
Gildora zaprowadziła Fredzia i Filla za kanciapę bossów.
- Oto ono - powiedziała Gildora wskazując na tektórowe pudełko z folijką na wierzchu. - Potrzyjcie folijkę a coś zobaczycie.
Fill niezwłocznie zaczął czochrać się swą czupryną o folijkę. Nagle coś błysnęło i bzyknęło, a Fill upadł na ziemię jak rażony gromem albo ćwiartką.
-Co zobaczyłeś? - spytał Fredzio.
-Widziałem jak siedzę pod swoją chałupą i obalam pół litra , a wtedy podchodzi jakiś człowiek i wytraca mi butelkę. Ona… ona… ona się rozbiła!!!! - krzyknął Fill i zaczął płakać nad rozlaną czystą.
-Eee tam. - rzekł Fredzio i sam zaczął się czochrać o folię.
Nagle i on odskoczył od pudła, wyjął ćwiartkę z kieszeni poczym opróżnił ją jednym haustem.
- Co widziałeś? - spytała Gildora.
- W-w-w-idziałem - zaczął roztrzęsiony Fredzio - jak SauWron spogląda swym wielkim czerwonym Uchem w moją stronę.
-Fredzio, uważaj ! - krzyknął Fill.
Fredzio natychmiast stłukł butelkę i z "tulipanem" w ręku odwrócił się.
Oto stała przed nim Gildora w dziwnej szacie i dziwnym wyrazie twarzy.
- Oddaj mi ćwiartkę! - rzekła.
- Za chiny ludowe i wietnam . Nie oddam choćbym miał skonać. Moge ci dać co najwyżej obrączkę.
- Dobra lepszy rydz, niż…eee nieważne.
Dawaj ją.
Fredzio rzucił jej obrączkę przypadkowo trafiając ją w czoło.
- O żesz.- rzekła Gildora poczym padła nieprzytomna.
- O żesz.- rzekli Fredzio i Fill poczym wzięli obraczkę i uciekli do reszty drużyny.
- Chłopaki pobudka -krzyknął Fredzio.
Po 88 minutach i 8 sekundach pobudki wszyscy byli w miarę przytomni.
- Co się stało? - spytał Argon.
- Załatwiliśmy Gildorę niechcący. - rzekł Fredzio.
- No to trzeba się zmywać.- powiedział Argon.
Drużyna doczołgała się do rzeki wsiadła w pierwszą lepszą łódkę i odpłynęła w siną dal.

dopisał: Klops13


Nowy fragment możesz dodać na ostatniej stronie opowiadania.

Drużyna Obrączki: strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Dwa Gońce: strony 1 (ostatnia strona)

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Noncommercial-No Derivative Works 2.5 License.