Ostatnia Strona

ŁOTR - Władca obrączek
opowiadanie interaktywne, dopisz swój kawałek

Drużyna Obrączki: strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Dwa Gońce: strony 1 (ostatnia strona)

Dodaj swój fragment: dołącz tekst


Dwa Gońce, strona 1

Na razie jednak Ladia, nie wiedząc nic o tej… jak jej tam… aaa, Krowynie, pędziła żywot szczęśliwej (czytaj: nieuświadomionej) istoty.
Jednak Argon, aż nadto uświadomiony, gorączkowo zastanawiał się, jak pozbyć się swojej najnowszej narzeczonej. Nagle doznał olśnienia. Na jego twarzy rozlał się błogi uśmiech, który do tego stopnia rozanielił Krowynę, że zaczęła go obściskiwać, łamiąc przy tym fajkę, nadal tkwiącą w jego nosie. Argon, zaskoczony, zerwał się na nogi i, po minucie całkowitego zbaranienia zaczął wrzeszczeć:
- Cukru! Przynieś mi cukru!
Krowyna, z miną wiernego spaniela, spytała:
- A dlaczeeego?
- A bo… boo… zupa jest za słona!
Upiornica na rozkaz usłużnie poleciała po cukier (jak to blondyna), a Argon, zebrawszy wcześniej szczątki fajki (i przy okazji nosa) zaczął uciekać po liczących dwa stopnie schodach, wywalając się przy tym sto dwa razy po dwa razy.
Gdy wreszcie dobiegł na szczyt, zderzył się z Fladnagiem, za którym kurcgalopkiem biegli Lego i Glut, próbując uchwycić choć odrobinę truskawkowej woni z jego różowego płaszcza. Zamroczony przez chwilę odurzającym zapachem, leżał, wpijając rozkojarzone oczy w niebo. Jednak po chwili - smutny fakt - doszedł do siebie i zapytał Fladnaga:
- Fladnagu, kochanie moje, powiedz mi, jest tu może jakaś melina? - zapominając, że szuka kryjówki, ale nie aż meliny.
- Ano jest, właśnie przed nią stoimy!
Argon - nadal jeszcze trochę rozkojarzony - rozejrzał się wokoło i powiedział:
- Nic nie widzę.
Ruszył naprzód i uderzył czołem o drzwi wspomnianej wcześniej złotej chaty. "Coś nie tak ze mną - pomyślał Argon. - To chyba skutki tej diety bezflaszkowej". Po chwili kontemplowania (albo kątem plucia - jak kto woli) swoich przypadłości fizycznych i psychicznych zorientował się, że to chyba wejście do owej meliny, o której wspominał Fladnag.
Wszedł do środka, a wrota zamknęły się za nim z głośnych tapnięciem. Poczuł się niezwojo, coś jak w kiczowatym serialu sensacyjnym z Teletubisiami w roli głównej. Przed nim rozciągała się obita poduszkami od podłogi do sufitu sala, a na jej końcu siedział jakiś dziadek z patykiem, otoczony zewsząd panienkami łudząco podobnymi z kształtu i wyglądu do upiornej narzeczonej, którą dopiero co zostawił za drzwiami. Jakby z wielkiej dali słychać nawet było pełne wściekłości wołanie: "Argonku, Argonku!" Słysząc ten zew, Powsinoga zdecydował się raczej stawić czoło nowemu niebezpieczeństwu, tęskniąc przy okazji do ukochanego Specyjału BabuniTM. Tymczasem dziadek odezwał się:
- Witaj, przybyszu! Jestem Thelfons, syn Theobossa. Czy zechcesz przyłączyć się do mojej Szajki Wojującej Ogniem i Moczem, Podtapiającej Obory Wołodyjowskiego?

dopisał: Patelniak


Fredzio wciągnął za giry Filla do śmierdzącej, lepiącej się czymś jaskini…
- Smarkol?! Gdzie się podziałeś!?
- Zostawił nas, panie Fredzio, prawda mój ssskarbie? - wymamrotał Fill z poziomu podłoża.
Fredzio nie słuchał, tylko zaczął obmacywać okolicę.
- Co to jest??? Pajęczyna??? Tu musi być wielki i zły pająk!!! - zaczął wyć i biegać po okolicy, wyjmując zza pazuchy swój jedyni i niepowtarzalny (dobry rocznik) winiacz spod Czarno-byłu i wymachując nim tak, że Fill zemdlał na samą myśl o jego rozbiciu…
- Koledzy… to ja… - usłyszeli cichy głos spod sterty tego czegoś lepkiego…
- O, cześć Argon! Jak leci? a dzieci zdrowe??? - Fill nieco oprzytomniał i uśmiechał się szczerbolowato
- Ona… ona… Ona tu gdzieś jest!!!
Nim zdążyli spytać kto, usłyszeli z oddali upiorny głos…
- Aaaaarrrgggghhhhooonnnnnkkkuuuu!!!!! Zupka stygnie!!! Chodż do kochanusi - krowusi, cukiereczku!!! Cukierek przyniosłam…
Argon zerwał się jakby ktoś obraził jego jaźń nr. 6 i pobiegł przed siebie… Koboldy, nie namyślając się (może ma jakąś flaszkę) poleciały za nim, wykręcając idealne koło swoimi krótkimi nóżkami…
- Pajęczyna!!! - wrzasnął Fredzio, unieruchomiony lepką mazią…
- E nie, moje śpiki… Zaczynają się rozmrażać….
- Chyba rozmnażać, mój ssskarbie - mruknął Smarkol przyklejony obok Fredzia
- Panowie… Tam… tam… tam… jest moja narzeczona…
Fredzio na jej widok odkleił się od smarków… Zakrwa na cud.
- To… ja ukryję sie w tej wielkiej, pełnej okropnych, śmierdzących i krwiożerczych orków wieży!!!
Smarkol z wrzaskiem, skoczył w przepaść, a Fill pobieżał za Fredziem…
- Oooo, kochanie… - uśmiechnęła sie szeroko Krowyna pokazując swoje trzy szczęki. Argon doliczył się pięciu zębów.
- FFFfff… fspaniale! Dobrze że jesteś… ee… Zrobiłem sie głodny… e… e… koledzy! czekajcie na mnie!!! - Argon próbował zwiać, ale Krowyna chwyciła go skutecznie za wciry.
- Żegnaj życie…. - wymamrotał, nim wcisnęła mu łyżkę do gęby.

dopisał: Gumiocek


Dodaj swój fragment: dołącz tekst

Drużyna Obrączki: strony 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10

Dwa Gońce: strony 1 (ostatnia strona)

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-Noncommercial-No Derivative Works 2.5 License.